Na początku i pod koniec roku szkolnego często jednak pojawia się wątpliwość, czy wpłata na radę rodziców jest obowiązkowa. Warto więc przypomnieć, że zarówno sama składka jak i jej wysokość nie są w żaden sposób prawie regulowane, a zatem są w pełni dobrowolne. Rada nie może zmusić do płacenia ani narzucić konkretnej
Działa to również w drugą stronę - w niektórych krajach dostępne są jedynie gotówkowe międzynarodowe przekazy pieniężne. Nie można także zapomnieć o stawkach, jakie liczy sobie poczta za przesyłanie pieniędzy za granicę. W przypadku Poczty Polskiej jest to 23 złote podstawowej opłaty + 1 proc. wartości przelewu.
Tym samym faktem stała się opcja sprzedaży wirtualnych przedmiotów za prawdziwe pieniądze. Czy warto zatem zarejestrować się w CS Money? Opinie są właściwie pozytywne, dlatego odpowiedź jest jak najbardziej twierdząca. Pojawia się jeszcze jedno pytanie, od czego zacząć działalność w CS Money?
Najszybszy sposób na przekazanie pieniędzy do USA z zagranicy oferuje usługa Azimo. Wysłanie pieniędzy na konto bankowe w USA zajmuje standardowo kilka minut. Realizacja większości transakcji z użyciem głównych walut zajmuje tylko kilka minut. Inne nie powinny trwać więcej niż godzina.
Tweet Share 0 Reddit +1 Pocket LinkedIn 0 Czytelnicy pytają mnie, czy to dobrze, że Polska nie wchodzi do strefy euro? Większość z nich uważa to, co akurat dominuje w mediach, że dla nas, obywateli korzystniej jest jednak pozostać przy własnej walucie, czyli przy PLN. Są też tacy, którzy uważają, ze euro poprawiłoby jednak naszą …
Vay Tiền Nhanh Ggads. CZY troska o sprawy finansowe spędza ci sen z oczu? Okazuje się, że problem ten dotyczy wielu ludzi na całym świecie. Roger Henderson, psycholog z Wielkiej Brytanii, opisał niedawno zespół objawów somatycznych i psychologicznych, które można zaobserwować u osób zamartwiających się o pieniądze. Do objawów tych należą duszności, bóle głowy, nudności, wysypka, brak apetytu, nieuzasadnione wybuchy gniewu, nerwowość oraz skłonność do negatywnego myślenia. „Troski finansowe to jedna z głównych przyczyn stresu” — stwierdza Henderson. W ostatnich miesiącach pieniądze stają się źródłem coraz większych napięć. I nic dziwnego — z powodu kryzysu ekonomicznego, który dotknął wiele krajów, ludzie tracą pracę, domy i oszczędności. Upadają potężne instytucje finansowe i nawet najbogatsze państwa muszą podejmować działania antykryzysowe mające zapobiec całkowitemu krachowi gospodarczemu. Z kolei w krajach rozwijających się ogromnym problemem są rosnące ceny żywności i innych podstawowych artykułów. Ale od trosk finansowych trudno się uwolnić również w czasach dobrobytu. Nie ominęły one wielu ludzi nawet w okresie niedawnej prosperity. W południowoafrykańskiej gazecie The Witness napisano, że w Afryce coraz powszechniejsze stały się takie „choroby społeczne jak konsumpcjonizm, komercjalizm oraz rozbuchany materializm”. Do skutków ubocznych tego zjawiska zaliczono „stres, zadłużenie, marnotrawstwo, przepracowanie, poczucie niezadowolenia, zawiść oraz depresję”. Winą za pogłębiający się w wielu miejscach spadek jakości życia obarczono właśnie pieniądze. W Indiach, zanim doszło do obecnych trudności, nastąpił ogromny wzrost ekonomiczny. W czasopiśmie India Today International napisano, że w roku 2007 kraj ten „szybko osiągnął nowy pułap ostentacyjnej konsumpcji”. Mimo to rządzący obawiali się, że ten boom gospodarczy może doprowadzić do nasilenia niepokojów społecznych i przemocy. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych w dorosłość wkroczyło kolejne pokolenie lubujące się w towarach luksusowych i w szastaniu pieniędzmi. Ale to, że ludzie ci dysponowali znaczną siłą nabywczą, wcale nie dawało im szczęścia. Jak wykazały badania, pomimo dobrobytu odnotowywano coraz więcej przypadków alkoholizmu, depresji i samobójstw, a przy tym mniej niż co trzeci Amerykanin uważał się za bardzo szczęśliwego. Zrównoważony stosunek do pieniędzy Z drugiej strony dla wielu ludzi — tych lepiej i tych gorzej sytuowanych — sprawy finansowe nie są przytłaczającym brzemieniem, bez względu na to, czy mamy czasy kryzysu, czy prosperity. Z czego to wynika? Autorzy opracowania zatytułowanego The Meaning of Money (Znaczenie pieniędzy) zauważyli, że niektórych „pieniądze bardzo dopingują, lecz jednocześnie zniewalają. Może to prowadzić do stresu i nerwic”. Z kolei „ci, którzy starannie planują wydatki, mają zazwyczaj wewnętrzną samokontrolę i pozytywną samoocenę. Pieniądze są ich sługami, a nie panami”. Według autorów wspomnianego opracowania takie osoby przeżywają mniej napięć i stresów. A jaki ty masz stosunek do pieniędzy? Czy jesteś ich panem, czy niewolnikiem? Jak wpływa na ciebie niepewna sytuacja ekonomiczna? Może nie zauważasz u siebie objawów, o których wspomnieliśmy na wstępie. Niemniej każdy, bez względu na zasobność portfela, jest podatny na troski materialne. Zobaczmy, jak gospodarować finansami, by żyć spokojniej i szczęśliwiej.
"Ukraińska emerytka wciąż przeliczała pieniądze. Zamartwiała się, czy starczy jej na życie w Polsce" 18 maja, 18:24 Ten tekst przeczytasz w 10 minut Małżeństwo, które u mnie mieszkało, do nocy paliło wszystkie światła w mieszkaniu, a ja krępowałam się, jak im delikatnie powiedzieć, że prąd jest drogi. Jak trafimy na fajnych Ukraińców, to myślimy, że każdy z Mariupola czy Kijowa taki jest. A przecież tam też są ludzi, którzy się kłócą, nadużywają alkoholu. Przed wojną uciekają wszyscy. Mówmy o trudnościach, bo inaczej będzie coraz więcej rozczarowań – mówi Waleria Ługowska, która dorastała w Kijowie. Mieszka w Warszawie i od początku wojny w Ukrainie gości w swoim mieszkaniu kolejnych uchodźców. Foto: Archiwum prywatne rozmówczyni Waleria Ługowska Uchodźcy to już inni Ukraińcy, niż ci, którzy przyjeżdżali do Polski od lat – do pracy przy sprzątaniu i na budowie – mówi Waleria o uciekających przed wojną. – Widząc architektkę z Kijowa, która nie chce nosić ciuchów, którymi "była zachwycona pani Gala, która myła nam okna od lat", nie myślmy, że jest roszczeniowa. Jest wdzięczna za pomoc, ale jak każdy z nas ma swój gust – tłumaczy Waleria Ługowska Dziewczyna, która u mnie mieszkała, z telefonem chodziła nawet do toalety. Miała na nim aplikację, która "wyła", gdy w Kijowie zaczynał się alarm bombowy. Dzwoniła do rodziców, prosiła, by się natychmiast kładli pod materacami w korytarzu. I tak było dzień i noc. Jak żyjesz w takim stresie, nie zawsze zachowujesz się tak miło, jakby wszyscy wokół ciebie oczekiwali, więc nie dziwmy się, gdy Ukraińcy nas czymś rozczarowują – mówi Waleria Ługowska, dla przyjaciół – Lela Polacy zachowali się wspaniale, żaden inny zachodni kraj nie jest tak chętny, by otworzyć drzwi dla Ukraińców. W Polsce "gość w dom, Bóg w dom" wciąż nie jest tylko pustym sloganem. Ale mówmy o trudnościach, bo wojna może długo potrwać. A jak będziemy udawać, że wszystko jest super, to między Polakami i Ukraińcami zacznie się niechęć i utrwalą stereotypy — mówi Waleria Ługowska Jeśli trafimy na fajnych Ukraińców, to myślimy, że każdy z Mariupola czy Kijowa taki jest. Przecież w rodzinach, także polskich, bywa różnie. Przed wojną uciekają wszyscy, nie tylko mili. A do tego ci ludzie są jednak po traumie, mogą się w nich uruchamiać różne trudne zachowania – tłumaczy Waleria Ługowska Więcej tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu, a relację z wojny w Ukrainie na żywo pod tym linkiem — Mam kolegę, który chciał wziąć pieska ze schroniska. Przez pół roku się starał i nic, bo pracownicy schronisk robili z nim wywiady niczym urzędnicy z domu dziecka, z małżeństwem, które chce adoptować dziecko. W końcu kolega wziął psa od znajomego, który hodował psy, a po ostatniego szczeniaka ktoś się nie zgłosił. Opowiadam to, żeby pokazać, że w Polsce i całej Europie, gdy bierzesz do domu zwierzątko, urzędnicy zastanawiają się, czy jesteś wystarczająco odpowiedzialny. A jeśli bierzesz do siebie rodzinę uchodźców, nikt nie sprawdza, czy masz predyspozycje, nikt cię nie uprzedza, jak będzie. A ty myślisz, że to będzie miła historia, jak z obrazka. A przecież mieszkanie na małej powierzchni z własną rodziną bywa bardzo trudne. No i nie z każdym Polakiem chciałabyś się zaprzyjaźnić, podobnie nie z każdym Ukraińcem i Ukrainką – mówi Waleria Ługowska. 1. Waleria urodziła się w Kijowie w rodzinie inteligencji i artystów, miała męża — polskiego inżyniera, syn chodził do szkoły przy ambasadzie, dziś on i jego siostra mieszkają w Warszawie. Waleria pracuje w jednym z urzędów, ale jest też projektantką biżuterii. Przez jej warszawskie mieszkanie przewinęło się już wiele osób od początku wojny. — Pamiętam starszą panią z Ukrainy, która całe życie ciężko pracowała, bo miała wdrukowane, że w życiu trzeba coś osiągnąć, a do tego jak najbardziej się wzbogacić. Świetnie jej się powodziło, także materialnie. A nagle straciła wszystko, w tym piękny dom, samochody. Przyjechała do Polski, miała ze sobą tylko pieniądze – dużo gotówki. Mieszkała u mnie i co dzień przeliczała od nowa wszystkie pieniądze. Bała się, czy na pewno starczy jej na pobyt w Polsce, bo jest emerytką. W końcu zdecydowała się wrócić do Kijowa, bo tak tęskniła. Powiedziała, że jednak "starych drzew się nie przesadza" – wspomina Waleria Ługowska. Mówi, że ta samotność starszych ludzi jest wielka, bo do Polski przyjeżdża wiele kobiet, które są seniorkami, nie znają polskiego ani angielskiego, nie mają tej łatwości zawierania nowych przyjaźni, którą mają młodzi ludzie. Ale i tak od bariery językowej, jak mówi Waleria, trudniejsza jest ta mentalna. – Przyjeżdżający z Ukrainy często nie wiedzą, że w Polsce mamy duże opłaty i staramy się nic nie marnować – ani wody, ani jedzenia. I jeśli ktoś bierze prysznic raz dziennie, bo wzrosły mu rachunki, widzi, że Ukraińcy biorą w jego łazience prysznic dwa razy dziennie, będzie rozgoryczony – opowiada Waleria Ługowska. Opowiada, że Ukraińcy nie zdają sobie sprawy, że u nas są tak wysokie czynsze, bo jest w nie wliczona, np. opłata za sprzątnie klatek schodowych, a także za pielęgnację trawników. – W wielu wsiach i małych miasteczkach Ukrainy takie rzeczy wciąż robią mieszkańcy, za darmo. Po prostu kobiety dzielą się dyżurami, w którym tygodniu, która z nich zamiata schody, a mężczyźni mają dyżury przy koszeniu trawnika, a zimą przy odśnieżaniu – opowiada Waleria. — Gościłam małżeństwo, które bardzo późno chodziło spać. To nie było problemem, ale że niemal do rana palili wszystkie światła w pokoju. A są tam dwa żyrandole z wieloma żarówkami i jeszcze małe lampki w kątach i na szafkach. Nie potrzebowali światła do pracy, do czytania, po prostu siedzieli i tylko gadali, więc wystarczyłaby jedna lampa. Długo biłam się z myślami i krępowałam się, żeby powiedzieć, że w Polsce prąd jest drogi — dodaje. ZOBACZ: "Ryłem ziemię rękami, by się ukryć". Legionista walczy w Ukrainie Waleria mówi, że jak uchodźcy trafią do willi pod miastem, to myśli, że jest u bogaczy. I nie przyjdzie im do głowy, że posiadłość jest na kredyt we frankach, że jej właściciel ledwo zipie finansowo. — Ludzie z Ukrainy często nie wiedzą, że w Polsce jest tak drogo, więc staramy się niczego nie marnować. W niektórych rejonach Ukrainy ludzie mają tanie jedzenie i nie mają pojęcia, że plastik i szkło się segreguje, a za wywóz śmieci płaci – tłumaczy Waleria. Waleria Ługowska mieszka w Polsce i gości u siebie w domu kolejnych uchodźców. Na zdjęciu z panią, która w Warszawie tak tęskniła za Kijowem, że zdecydowała się wrócić do domu w Ukrainie. 2. Waleria mówi, że polska rodzina może się dziwić, że np. mieszkając w czyimś domu, uchodźcy nie rwą się do sprzątania i gotowania. Albo że dziewczyny, które dostały ciuchy z darów, wybrzydzają i nie każdą sukienkę czy dżinsy chcą na siebie założyć. — A to inna imigracja niż ta zarobkowa, do której byliśmy w Polsce przyzwyczajeni. Ukrainki i Ukraińcy od wielu lat przyjeżdżali do pracy w prostych zawodach – kobiety sprzątały mieszkania i biurowce, mężczyźni pracowali na budowach. Nie znali polskiego, ani angielskiego. A teraz przyjeżdża np. architektka czy studentka z Kijowa. Są wykształcone, dobrze ubrane. Nie chcą chodzić w ubraniach, którymi "zachwycona byłaby pani Gala, która u nas pracowała 15 lat i jeszcze wysyłała ciuchy do rodziny w Ukrainie". Ale przecież to w gruncie rzeczy normalne i to, że nie chcą tych ciuchów, nie znaczy, że są roszczeniowe czy niewdzięczne – tłumaczy Waleria. ZOBACZ: Pod jednym dachem z Ukraińcami. "Babciu, tu nie spadają bomby!" — I jeśli zaproponujemy takiej dziewczynie, żeby zajęła się czymś i np. umyła okna w naszym domu, a okaże się, że nie kwapi się do tego, albo umyje na odwal, niedokładnie, to jesteśmy w szoku. Ale przecież ta dziewczyna nawet we własnym domu nie myła okien i nie sprzątała, bo od tego miała gosposię. I nie szuka sobie jakiegokolwiek zajęcia, bo teraz np. pracuje z Polski zdalnie w swoim zawodzie – dodaje Waleria, z którą rozmawiałam już dla Onetu, ale to było dzień po wybuchu wojny w Ukrainie (Zadzwonił syn i powiedział: "mamo, zaczęło się…"). Wspomina też dziewczynę, która u niej mieszkała w Warszawie. — Z telefonem chodziła nawet do toalety. Miała na nim aplikację, która "wyła", gdy w Kijowie zaczynał się alarm bombowy. Dzwoniła do rodziców, prosiła, by się natychmiast kładli pod materacami w korytarzu, bo chodziło o zasadę "dwóch ścian", które oddzielają nas w razie uderzenia w nasz dom. Jak ktoś żyje w takim stresie całą dobę, nic dziwnego, jak czasem zachowa się dziwnie, niemiło albo nie ogarnia czegoś, o co go prosimy. Nie dziwmy się więc i nie rozczarowujmy od razu, gdy ktoś z Ukraińców zachowa się nie tak, jakbyśmy oczekiwali — prosi Waleria. Mówi, że mamy też tendencję, by kogoś, kto nie mówi w naszym języku albo mówi z wyraźnym akcentem i "zaciąga", traktować protekcjonalnie. — A taki człowiek wcale nie musi się czuć gorszy — tłumaczy. 3. Waleria opowiada o tym, że słyszy od np. Polaków, że Ukraińcy, który u nich mieszkają, nie chcą iść do pracy. — Niektórzy nie chcą. Są wystraszeni, bezradni, nie znają języka, a szukanie pracy totalnie ich przeraża. Niekoniecznie dlatego, że mają traumę wojenną. Przecież jak jesteś Polakiem i stracisz pracę, też nie zawsze rwiesz się do szukania nowej. Boisz się rozesłać CV, czujesz, że się nie nadajesz, że jesteś za słaby, za stary, że nie znasz języków, że masz nie takie wykształcenie, za małe doświadczenie. Albo słyszysz, że z ogłoszenia nikt pracy nie znajdzie, więc liczysz tylko na to, że znajomi ci pomogą – tłumaczy Waleria. Mówi, że część uchodźców pewnie czuje się tak jak wielu Polaków, którzy lata temu wyjeżdżali do USA czy Wielkiej Brytanii. Myśleli, że ledwo wysiądą na dworcu czy lotnisku i już będzie ich czekać wspaniałe życie, właściwie bez wysiłku. Foto: Archiwum prywatne rozmówczyni Waleria Ługowska, Ukrainka, która ma polskie korzenie. Mieszka w Warszawie, ściąga do siebie uchodźców z Ukrainy, gości ich w swoim mieszkaniu, pomaga w aklimatyzacji w Polsce lub dalszej podróży. Jej przyjaciółka z Kijowa trafiła do Gdańska. Ma tam wynajęte mieszkanie do końca czerwca. I cały czas się zastanawia, czy szukać pracy i zaczynać w Polsce – w obcym przecież kraju nowe życie czy jednak wracać do Ukrainy licząc na to, że w stolicy uda się przeżyć i żyć w miarę normalnie. — Znam historię 35-letniej dziewczyny z dwójką dzieci (jedno miało sześć, drugie osiem lat) i koleżanką singielką. Wszyscy trafili do Polski i ktoś im pomógł z wynajęciem samodzielnego mieszkania. Ta dziewczyna nocowała z koleżanką w salonie z aneksem kuchennym. A dzieci spały razem z jej mamą w sypialni. Matka nie pracowała, zajmowała się dziećmi. A dziewczyny pracowały zdalnie. A gdy okazało się, że przy dzieciach trudno im się skupić na 30 m. kw., po prosto zaczęły codziennie rano wychodzić do galerii handlowej, by tam usiąść w kawiarni i móc pracować cały dzień. Ale przecież trafiają się osoby, które są kompletnie nieporadne, bierne i roszczeniowe – tłumaczy Waleria. 4. Prosi, byśmy nie zapominali, że mówiąc "Ukraińcy", mówiąc "Polacy", mówimy o całej nacji. — To, że ktoś uciekł z Kijowa albo z Mariupola, nie oznacza automatycznie, że jest cudownym człowiekiem. Stamtąd przyjeżdżają różne osoby, pełen przekrój społeczny, więc i sympatyczni, i uczciwi, ale nie tylko. W rodzinach w Ukrainie, tak jak i w polskich, i w domach na całym świecie bywa różnie – mówi Waleria. ZOBACZ: "Tu nie ma romantycznego bohaterstwa. Żyjemy, zabijamy, umieramy" Co radzi Polakom, którzy przyjmują uchodźców? — Rozmawiać o wszystkim szczerze na początku. I od razu wyznaczyć granice, a nie mówić: "niczym się nie martw, będzie fajnie, damy jakoś radę!". ZOBACZ: "Rozstrzeliwali dzieci, tego nie da się zapomnieć" — Moja koleżanka prowadziła z mężem firmę w Ukrainie, zatrudniali 100 osób. Przyjechali do Polski w dwa samochody, w ciuchach lepszych niż ma 60 proc. ludzi spotkanych na ulicy. Czasem ktoś powie pod ich adresem, że "co to za uchodźcy, przyjechali jacyś burżuje". Syn, młody, zdolny programista mieszka w Kanadzie, wynajął im mieszkanie w Gdańsku. Mieszkają tam z mamą i teściową. Rzeczywiście mają pieniądze, ale boją się, na jak długo im wystarczą, bo w czasie wojny firma stanęła. Moja koleżanka, z wykształcenia artystka, powiedziała mężowi, że będzie malować, chodzić na plażę i tam sprzedawać swoje obrazy. A on na to: "sprzedaj lepiej swoją kurtkę Pinko, to pewnie więcej zarobisz niż na obrazach" – opowiada Waleria. 5. — Mówmy o wszystkich trudnościach, bo inaczej zacznie się niechęć, a stereotypy o Ukraińcach i Polkach utrwalą. Tym bardziej że nikt nas nie uczył tego, jak rozmawiać z drugim człowiekiem, który ucieka przed wojną, który pochodzi z zupełnie innego środowiska niż my, który nie na naszego języka, a my nie znamy jego. Foto: Matriały "Na prawach cytatu" Waleria Ługowska — Jak mamy mu wytłumaczyć nasze oczekiwania, zasady, jakich trzymamy się w naszym domu i co nas denerwuje w jego zachowaniu, ale tak, by nie zrobić mu krzywdy. Nie umiemy tego, wstydzimy się zacząć taką rozmowę, zwlekamy. Mówimy sobie, że jakoś to będzie, ale nie jest i konflikt narasta. Tym bardziej gdy okazuje się, że przyjęliśmy kogoś, kto nie tylko u nas mieszka, ale którego musimy nakarmić i utrzymać – dodaje. 6. Obserwując Walerię, jak od początku wojny gości w swoim mieszkaniu kolejnych uchodźców, widząc, na jakich różnych ludzi trafia, ale się nie zraża, mówię jej, że ją podziwiam… A ona na to od razu: — Nie ma co podziwiać. Normalna sprawa. Przecież to sprawdzian człowieczeństwa. Polacy lepiej się zachowują, niż zachowałby się Zachód. Znajomi z bogatszych krajów, nawet jak mają wolny pokój, parę razy się zastanowią nim zaproszą Ukraińców, Polacy oddają własny salon, sypialnię, potrafią gnieździć się w jednym pokoju z obcymi – mówi Waleria. Pod wideo ciąg dalszy tekstu: — Myślę, że to jest kwestia tego, co zasiali w nas nasi rodzica, a raczej babcie, dziadkowie – mam na myśli nie religię, ale wiarę w to, że trzeba traktować bliźniego jak siebie samego, że "gość w dom, to Bóg w dom". Na tym całym rozczarowaniu Kościołem – toczącymi go pedofilskimi i korupcyjnymi aferami, na rozczarowaniu bogaceniem się kleru okazało się, że chyba ten Kościół, który był w czasach "Solidarności" i ta wiara przodków pielęgnowana w domach w ludziach w Polsce przetrwała – mówi Waleria. 7. — To cudownie, że tylu Polaków pomaga Ukraińcom. Ale to nie znaczy, że mamy zamykać oczy na wszystkie trudności, bo to tylko nakręci wzajemne rozczarowanie, animozje, niechęci. Ostatnio na grupie pomocowej dla Ukraińców ogłosiła się jakaś pani, że przyjmie do siebie matkę z dzieckiem, ale koniecznie z 10-latkiem, żeby jej syn miał towarzystwo i miał się z kim bawić. A przecież nie wiadomo, czy te dzieci przypadną sobie do gustu. To trochę tak, jak ktoś bierze pieska, żeby dziecko miało "maskotkę" — tłumaczy Waleria Ługowska. Wie, że łatwo się zmęczyć pomaganiem, wypalić, tym bardziej, że wojna się nie kończy i nie wiemy, ile potrwa. — Nie oczekujmy, że każdy Polak pomoże uchodźcom, przecież nie każdy człowiek nadaje się do tego, by przyjąć uchodźców do własnego domu. Może jest introwertykiem? Albo obcy ludzie za bardzo zaburzą strefę komfortu jego własnej rodziny? To normalne. Pięknie, jak wyśle paczkę do Ukrainy albo wesprze jakiegoś Ukraińca dobrym słowem — mówi Waleria. I prosi, żebyśmy pochopnie nie hejtowali Ukraińców w internecie, jeśli trafi się nam jakiś niemiły incydent. — Ruskie trolle tylko na to czekają, by podchwycić, rozdmuchać, by Polacy i cały świat zaczął mieć o nas złe zdanie. A stereotypy łatwo się utrwalają — dodaje Waleria. Chcesz napisać do autorki? @ Data utworzenia: 18 maja 2022 18:24 To również Cię zainteresuje
zapytał(a) o 19:57 Dlaczego dla niektórych ludzi liczą się tylko pieniądze, czy nie ma już innych wartości ? To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź Pieniądz rządzi tą zepsutą planetą. Ludzie już nie kierują się miłością czy dobrem innych, a wyłącznie swoim interesem.. Ten świat schodzi na psy... Nie, nie urażajmy psów, one nie zabijają przedstawicieli swojego gatunku za papierki i kawałki metalu... Odpowiedzi Są tylko schodzą na boczny tor np. polowanie na ghule itp. ∆=b²-4ac odpowiedział(a) o 19:58 Albo są zbyt niedojrzali, żeby zrozumieć, albo po prostu chorzy psychicznie - zdobywają pieniądze, potem nie mają kiedy wydać, z kim wydać, ale chcą więcej. blocked odpowiedział(a) o 19:59 Bo z nimi się lepiej żyje. Belhush odpowiedział(a) o 20:00 Są inne. Przyjaźń, czy chociaż miłość. Tych rzeczy nie da się dostać za pieniądze. Niestety niektórzy ludzie myślą, że gdy będą bogaci wszystko w ich życiu się poukłada, a tak naprawdę to możliwe że tylko pogorszy. Ci ludzie którzy tak uważają są bezwartościowi. Dla osób, które mają obsesję na punkcie pieniędzy - po prostu mieć czym pochwalić się przed znajomym i krewnymi, wykupić to, co dobre, a to, co złe, zostawić innym, gorszym, według nich. Myślą, że gdy będą tak niesamowicie bogaci, zyskają szacunek wokół nich. A ja osobiście uważam, że jest to żałosne. może są aż tak cyniczni ze myślą że wszystko można kupić, piotrżar odpowiedział(a) o 08:58 Kierują się samolubstwem chciwością, "ich bogiem jest brzuch” (Filipian 3:18) EKSPERTEdrie odpowiedział(a) o 21:19 Nie oszukujmy się, że pieniądze w życiu są niezwykle przydatne. W dobie konsumpcjonizmu odgrywają dużą rolę, dla wielu ludzi teraz ,,mieć'' oznacza ,,żyć''. I taka też jest smutna prawda, w wielu przypadkach tak jest, że żeby coś osiągnąć, trzeba wspiąć się na sam szczyt, wiąże się to też z pracoholizmem. Oczywiście, że dla wielu innych ludzi ważnymi wartościami jest też rodzina, przyjaciele, czy wiara. Ale założenie rodziny bez grosza przy duszy wydaje się w tych czasach pieniądze liczą się dla niektórych, bo wydają im się symbolem władzy, poniekąd słusznie, wydaje im się, że dzięki nim zaistnieją. MJ fan odpowiedział(a) o 22:23 Pieniądze - co znaczy to słowo?Może dają szczęście, chociaż wielu ludzi uważa, że nie, ale pieniądze nie są najważniejsze w niektórych ludzi liczą się tylko pieniądze, bo uważają, że jeśli je mają, że są bogaci, są lepsi od innych. A wcale tak nie jest. Pieniądze nie są potrzebne to pięknego życia. Do pięknego życia, potrzebne jest zdrowie i wiedza. Ludzie, którzy uważają, że pieniądze są najważniejsze, są głupi i idiotyczni. Nie wzorujmy się na nich. blocked odpowiedział(a) o 15:26 Ponieważ ludzie na tym świecie uważają, że drogie ciuchy i inne rzeczy zastąpią im obecność prawdziwego przyjaciela. bo pieniądze są symbolem sukcesu W naszym życiu bez piniędz nic ne mają takie pragnienia jak 1. Piniądze 2. Piniądze a na 3 miejscu można pomyśleć o rodzinie i miłości nikip odpowiedział(a) o 16:17 Oczywiście, że są inne wartości! Pieniądze jednak są ważne w naszym życiu i niektórzy ludzie (materialiści) uważają, że jak mają kasę, to wszystko mogą zrobić. Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
Pieniądze nie są najważniejsze i 3 Ale. Uczono nas, że nieładnie jest chcieć być bogatą i mówić o tym głośno. Uczono nas, że najważniejsze w życiu jest zdrowie, rodzina, miłość, tradycja, wspólnota. Uczono nas czerpać radość z tego, że dzielimy się tym, co najważniejsze, odcinać się od pieniędzy, bo przecież wartość jest gdzie indziej. I wiele z nas uwierzyło, że pieniądze nie są najważniejsze. Zdecydowałyśmy się wybierać rzeczy ważniejsze, bardziej wartościowe. I mamy z tego satysfakcję i radość. Co może być cenniejsze od uśmiechu dziecka, satysfakcji, że swoją wiedzą, intuicją, dla Ciebie drobną rzeczą robisz rzeczy, które mają ogromne znaczenie dla innych? Czy takie chwile można wycenić? Pieniądze nie są najważniejsze? Zdecydowanie nie są. Ale czy jesteś w stanie jednoznacznie powiedzieć, co jest najważniejsze i nie zmienić zdania przez tydzień? Miesiąc? Rok? Może to miłość? Rodzina, Zdrowie? Wspólnota? Tradycja? Ty sama? Kiedy porozmawiasz z ludźmi, zobaczysz, że każdy ma swoją najważniejszą wartość…. W danej chwili. Bo kiedy szwankuje zdrowie, ono wchodzi na pozycję nr 1 i nim się zajmujesz najbardziej. A kiedy indziej tę pozycję zajmuje rodzina, albo praca. Albo Ty. Albo pieniądze, kiedy budżet się nie domyka i trzeba się nim zająć. Jeśli jest jedna najważniejsza rzecz to harmonia we wszystkich obszarach. Albo równowaga – rozpatrywana w dowolnie określonym przez Ciebie okresie. I tutaj właśnie dochodzimy do ALE NR 1:. Pieniądze nie są najważniejsze, ale są ważne Czy zauważyłaś, jak łatwo przejść od przekonania, że nie są najważniejsze do przekonania, że w ogóle nie są ważne? Jak łatwo zepchnąć je do szuflady „niewarte uwagi”? Lubimy (często nieświadomie) upraszczać, postrzegać świat w kategoriach zero-jedynkowych: dobre – złe, białe-czarne, ważne- nieważne. Tymczasem świat jest o wiele bogatszy, ma o wiele więcej odcieni, szarości i kolorów. Co się dzieje, gdy pieniądze nie są najważniejsze? Stają się nieważne. To, czemu poświęcasz uwagę, to, co jest dla Ciebie ważne, rośnie. A pieniądze? Są tam, gdzie gdzie są ważne i docenione: w świecie władzy, prestiżu, rywalizacji. Jest to świat, w którym mający pieniądze może więcej, łatwiej, szybciej, wygodniej. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden mały drobiazg: to również jest nasz świat. Czy tego chcemy czy nie, pieniądze mają swoje role również w naszym świecie. A im bardziej odmawiamy zajmowania się nimi, im głębiej chowamy je w szufladzie „nieważne”, tym bardziej one przejmują władzę. I dochodzimy właśnie do ALE NR 2: Pieniądze nie są najważniejsze, ale dobrze je mieć. Bo ten świat jest tak urządzony, że pieniądze dają możliwości, wpływ, komfort. Możemy uważać, że to niesprawiedliwe (bo to niesprawiedliwe), możemy starać się to zmienić (i to się powoli zaczyna zmieniać, ale to temat na inną okazję), ale fakt jest faktem: lepiej jest być pięknym i bogatym niż tylko pięknym. A nawet brzydkim i bogatym niż tylko brzydkim. W ogóle lepiej jest być bogatym. Pieniądze pozwalają robić więcej tego, co najważniejsze, ułatwiają życie, zdejmują troski – choćby te o pieniądze właśnie. Pomyśl, ile dobrego mogłabyś zrobić, gdybyś nie musiała troszczyć się o pieniądze? Wiadomo, pieniądze mają i słabe strony, ale o tym też przy innej okazji. Pieniądze bywają bardzo ważne szczególnie wtedy, gdy Ci ich brak. Musisz im nadać priorytet po to, by zatroszczyć się o inne ważne aspekty swojego życia albo o harmonię i równowagę pomiędzy nimi. Im bardziej ich brak, tym bardziej musisz się nimi zająć. A kiedy zaczynasz je doceniać, dostrzegać i zajmować się nimi, nagle okazuje się, że przejmujesz władzę w tej relacji. Sama zaczynasz decydować co, kiedy gdzie, z kim. Kiedy je masz, w sposób naturalny przesuwają się niżej w hierarchii wartości, by dać miejsce innym obszarom. I wtedy przez chwilę możesz uznać, że nie są najważniejsze (pamiętając, że nadal są ważne). Dochodzimy zatem do ALE NR 3: Pieniądze nie są najważniejsze, ale warto troszczyć się o nie tak samo jak o inne ważne obszary życia. Jaka szkoda, że to nie działa w drugą stronę – że przyjmując, że nie są ważne zaczynamy nimi kierować i odczuwać ich nadmiar! Czy dla Ciebie pieniądze są ważne? Czego potrzebujesz by były? Napisz nam, razem łatwiej budować zdrowe relacje!
Integracja inteligentnych maszyn i systemów zarządzania z działalnością człowieka to wyzwanie dla polskich firm. We współczesnej gospodarce nie da się efektywnie wykorzystywać posiadanych zasobów, surowców i biznesowych atutów bez wsparcia cyfrowych technologii. Trzeba jednak dobrze ocenić co nam się opłaca, a co nie. Przemysł decydować będzie o konkurencyjności polskiej gospodarki. Polskie firmy mają ogromną szansę, żeby szybko przeskoczyć z etapu zapóźnienia do awangardy rozwoju. 30 procent przedsiębiorców ma środki, ale nie wie, jak zrealizować wdrożenie w ramach Przemysłu Podążanie za trendem to za mało. Przed wyborem rozwiązań dla firmy trzeba ocenić i przetestować ich, oszacować nakłady, ocenić skalowalność projektu. To najważniejsze rekomendacje z debaty zorganizowanej w ramach XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Polska ma obecnie wiele obszarów gospodarki, które są w zdecydowanej czołówce rozwiązań technologicznych na świecie z wykorzystaniem wsparcia IT. Pandemia dodatkowo zwiększyła zainteresowanie rodzimych firm rozwiązaniami z obszaru Przemysłu Wsparcie państwowych agencji okazało się dużą zachętą do składania wniosków o dofinansowanie niezbędne na transformację cyfrową firm. Pieniądze są, brakuje wiedzy - Instytucje publiczne, zwłaszcza w okresie pandemii, bardzo pomogły w przyspieszeniu transformacji cyfrowej polskiego biznesu. Mamy w Polsce 2 miliony firm, które będą musiały poddać się przekształceniom. Obok wsparcia edukacyjnego ważna jest pomoc finansowa. Teraz ważne będą decyzje dotyczące przyszłości. Przedsiębiorcy nie zostaną zostawieni samym sobie. Będą tworzone centra doradcze wspomagające przygotowanie projektów i wskazujące, skąd można na ten cel pozyskać środki - powiedziała w trakcie debaty "Przemysł zorganizowanej w ramach XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego dyrektor Departamentu Analiz i Strategii Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Paulina Zadura. Do kwestii publicznego finansowania dla rozwiązań Przemysłu odniósł się także Michał Janasik, wiceprezes ds. finansów i komercjalizacji Sieci Badawczej Łukasiewicz, zrzeszającej 26 instytutów i samodzielnych placówek badawczych, powiedział: - Firmy nie zawsze potrzebują wsparcia finansowego, dla nich najważniejsza jest pomoc w rozwiązaniu problemów technicznych czy poszukiwaniu wsparcia naukowego. Jeśli dostajemy problem do rozwiązania, to natychmiast uruchamiamy nasze procedury i w ciągu 15 dni udzielamy wstępnej odpowiedzi. Naukowcy są w stanie zweryfikować projekt i udzielić wsparcia technologicznego. Z naszym ocen wynika, że co najmniej 30 procent przedsiębiorców ma środki, tylko nie wie, jak wdrożenie wykonać. Czytaj także: Polski przemysł powinien się oswoić ze sztuczną inteligencją. Jak? Czy Polska na tle innych krajów wypada dobrze w cyfryzacji i przyswajaniu inteligentnych rozwiązań przydatnych w przemyśle? Problemem może być efektywność wdrożeń. Nie chodzi bowiem o to, aby podążać za modą i działać na rzecz powszechnej digitalizacji procesów; trzeba ocenić przydatność działań i wysokość ponoszonych nakładów. Czas na pilotaż - Pilotaż to rozwiązanie znakomicie nadające się do oceny przydatności projektów. Mowa o nisko kosztowej próbie odpowiadającej na pytanie o przydatności zmian i dostosowaniu infrastruktury informatycznej do efektywnego funkcjonowania przedsiębiorstwa - radził prezes APA Group, Artur Pollak. - Dobrze wykorzystana technologia daje kosmiczne przyspieszenie i poprawia jakość prowadzenia biznesu. APA Group, współpracując od ponad 20 lat z dużymi podmiotami w dziedzinie robotyzacji, automatyzacji procesów czy informatyzacji, zbudowała polską platformę przemysłowego Internetu Rzeczy o nazwie Nazca która jest technologią automatyzującą zarządzanie przepływem informacji. Firma od lat współpracuje z Politechniką Śląską w kształceniu studentów i przedsiębiorców z zakresu nowych technologii oraz w dziedzinie kształtowania odporności zawodowej przy podejmowanie trudnych, strategicznych decyzji. Od współpracy do innowacji - Jako uczelnia badawcza, mamy rozwiązania wspierające współpracę przemysłu z nauką. Szkoła wyższa pomaga przemysłowi, bo bez niego nie może istnieć. Owszem zdarzają się sytuacje, gdy nie wszystkie badania znajdują bezpośrednie zastosowanie, ale tak musi być. Firmy często sięgają po zewnętrzne środki i nie do końca efektywnie je wykorzystują. Od lat działamy w tak zwanej pętli sprzężenia zwrotnego, wychodząc z założenia, że na końcu dla przedsiębiorców najbardziej liczy się wynik finansowy z przeprowadzonego wdrożenia - powiedziała dziekan Wydziału Mechanicznego i Technologicznego Politechniki Śląskiej, Anna Timofiejczuk. Czytaj także: Przemysł zyska więcej wiatru w żagle. Pomoże sztuczna inteligencja Przemysł w praktyce oznacza przygotowanie innowacyjnych rozwiązań, które pozwalają zdobyć przewagę konkurencyjną. Tak stało się z polskim autobusem elektrycznym, który niebawem trafi do seryjnej produkcji w zakładach w Solcu Kujawskim. - Polski autobus elektryczny pierwszy raz został pokazany na targach w Brukseli i wzbudził duże zainteresowanie, ponieważ przy projektowaniu zastosowaliśmy innowacyjne rozwiązanie, umieszczając ogniwa bateryjne na podłodze pojazdu. Autobus będzie dodatkowo wyposażony w oprzyrządowanie monitorujące stan techniczny napędu, akumulatorów, rozmieszczenie pasażerów itp. Odbyliśmy w minionym roku ponad 1200 spotkań z przedstawicielami gmin i potencjalnych nabywców. Dla wielu zaskoczeniem był fakt, że przy produkcji autobusu około 60 procent części pochodzić będzie od polskich dostawców - przekazał dyrektor regionalny ARP e-Vehicles Piotr Janiak. Wiele polskich firm już od kilku lat wdraża rozwiązania Przemysłu w praktyce. Do tej grupy można zaliczyć wiodącego europejskiego producenta sprzętu AGD, giełdową spółkę Amica. - Internet Rzeczy wykorzystujemy w rozwiązaniach służących naszym klientom. Możliwy jest pełen podgląd naszych zapasów w lodówce, aplikacje w kuchence pozwalające na ściąganie przepisów kulinarnych, ustawianie przez telefon temperatury w klimatyzatorze. Udało nam się rozwiązać składowanie gotowych wyrobów i części w magazynach wysokiego składowania przy wykorzystaniu inteligentnych maszyn i robotów. Jednak na co dzień stosujemy przy takich rozwiązaniach ocenę bariery skalowalności. Nie wszystko da się powszechnie wykorzystać w skali całej grupy, ale bez testów i techniki prób i błędów, osiągnięcie poprawy konkurencyjności byłoby bardzo trudne - dodał członek zarządu ds. transformacji cyfrowej Grupy Amica, Robert Stobiński. Wizją Vetasi jest być partnerem w zakresie zarządzania zasobami i usługami oraz pracować jako przedłużenie zespołu klienta, dostarczając specjalistyczną wiedzę branżową i w ramach konsultingu zarządzać pracą i zasobami ludzkimi. Kadry i infrastruktura - To, czego doświadczyliśmy w okresie pandemii, to fundamentalna zmiana w przedsiębiorstwach, gdzie przeprowadzono digitalizację dokumentów i większości procesów oraz praca zdalna. Jako firma niszowa, działająca na rynku wdrożeń systemów wspierających Przemysł mogę powiedzieć, że Polska na tle innych państw wypada dobrze. Wyróżnia się u nas przede wszystkim kadra informatyczna. Poza tym jest jeszcze jedna różnica – zagranicą firmy podejmują decyzje o inwestycjach w nowe technologie i cyfryzację, ponosząc samodzielnie te wydatki, podczas gdy u nas mogą liczyć na zewnętrzne dofinansowanie - mówi Jarosław Łukasiewicz, dyrektor zarządzający na Polskę oraz Region Wschodniej Europy Vetasi. Czy obecna infrastruktura techniczna ogranicza rozwój najnowocześniejszych technologii w gospodarce? - Gdy mówimy o infrastrukturze wykorzystywanej w transformacji Przemysłu warto pamiętać, że mowa jest o sprawnej i bezpiecznej komunikacji firm ze światem zewnętrznym, ale także wewnątrz struktur biznesowych. Gdy mówimy o sieci przesyłowej, to bez wątpienia mamy dobrą sieć światłowodową. Wiele firm podejmuje decyzje o budowie własnych, wewnętrznych sieci, odpornych na zewnętrzne zagrożenia. Tworzenie dedykowanych sieci WiFi daje nowy impuls do innowacyjnych wdrożeń. Ważne jest to, że rozwiązania są dostępne, przetestowane w różnych warunkach. Same firmy powinny zrozumieć, że do stosowania nowych rozwiązań trzeba się technicznie przygotować - wskazał dyrektor handlowy Cellnex Poland, Mikołaj Skipietrow. Przemysł decydować będzie o konkurencyjności polskiej gospodarki, efektywnym zarządzaniu zasobami ludzkimi i postępie technologicznym. Agencje rządowe są przygotowane merytorycznie, technicznie i finansowo do wsparcia przemysłu. Warto podjąć wyzwanie cywilizacyjne, aby inni nas w tym nie wyprzedzili. Zobacz zapis całej sesji "Przemysł zorganizowanej w ramach XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego
czy są pieniądze czy nie